Minimalizm.

Cześć. Od lata, kiedy pisałam pierwszy post dużo się zmieniło. Zrobiła się zima, zmieniłam miejsce zamieszkania, za chwilę znów zmieniam. Te ciągłe zmiany weryfikują wiele rzeczy w moim życiu. Głównie wagę rzeczy materialnych i ich funkcjonalność w moim przypadku. Dzięki mojemu stylowi życia przez ostatnich parę lat wygrzebałam się z wielu niepotrzebnych gratów, zmieniłam podejście do własności, statusu posiadania, wyrażania się poprzez niego, zaczęłam zwracać uwagę na przede wszystkim jakość zakupów i ich wielofunkcyjność niż na ilość i sezonowe trendy. Okazało się, że bycie minimalistką nie jest wcale trudne, daje wiele satysfakcji i wbrew pozorom nie oznacza wyrzeczeń i zaprzestania bycia gadżeciarą. Ufff.

Ale żeby jakoś to pookładać najpierw przejdę do rzeczy, które kiedyś wydawały mi się niezbędne, a dziś chce mi się jedynie śmiać na myśl, że miałabym je posiadać i przywiązywać do nich wagę.

  1. Książki. Wiem, wiem, posiadanie pięknej biblioteki jest ekstra – ja sama zbierałam całe serie książek (z których swoją drogą czytałam mniej niż połowę, bo były ładne tylko z zewnątrz) – ale to nie zmienia faktu, że są to jednorazowe graty, które zaśmiecają moje życie i przywiązują do jednego miejsca. Teraz, zamiast mieć stosy papieru na półkach, wole iść do biblioteki, poczytać coś w PDF, pożyczyć coś od znajomych, posłuchać audiobooka lub przejrzeć gazetę (choć ostatnio używam tylko tych internetowych). Dobrym rozwiązaniem jest też napisanie czegoś samemu. Kupowanie książek zatem, to dla mnie przede wszystkim zagracanie, ale też strata pieniędzy i niszczenie środowiska.
  2. Muzyka na fizycznych nośnikach. Proszę pastwa, podobnie jak w punkcie pierwszym. Płyty CD i winyle są super, ale mamy XXI wiek, istnieje Spotify i nawet już Bitelsi się tam znaleźli. Nie ma wymówek dla kupowania plastikowych krążków.
  3. Kolekcje. Nawet nie wiem jak zacząć pisać o tym jak bardzo nie widzę grama sensu w kolekcjonowaniu czegokolwiek materialnego  dla samego kolekcjonowania, dla posiadania. Lubię iść do muzeum, galerii, najlepiej tych ze sztuką współczesną, ale różne śmieszne małe muzea dziwnych rzeczy (muzeum dzwonków, muzeum figurek Św. Mikołaja) są naprawdę super i jest to, jak dla mnie, jedyne usprawiedliwienie dla kolekcjonowania. A więc jeśli kolekcjonujesz, to kolekcjonuj tak, żeby można było z tego zrobić muzeum!
  4. Meble i mieszkanie. Kiedyś chciałam mieć swoje własne mieszkanie w ładnym miejscu,  na jakimś starym mieście, w jakiejś kamienicy, z wysokimi sufitami, oryginalnymi mebelkami, nietuzinkową dekoracją. Teraz piszę te słowa i parskam śmiechem. Jak tylko pomyślę o ilości problemów i kosztów jakie się z tym wiążą, to mnie skręca. Wynajem, wynajem, wynajem. Tańsze, wygodniejsze, prostsze, dostosowane.

Oczywiście w tym momencie mam wiele rzeczy, które są wciąż są moje i znajdują się gdzieśtam u babci na strychu, u mamy na szafie, u taty w komórce pod schodami, ale to tym bardziej uświadamia mi, że ja tych rzeczy nie potrzebuję, skoro są tam i jakoś żyję i jestem szczęśliwa. Te stosy książek, płyt i innych pierdółek jakie mam u babci oddam do biblioteki albo sprzedam na allegro przy kolejnej wizycie w Grudziądzu; ciuchy już dawno gdzieś się po znajomych, rodzinie i innych miejscach rozeszły i jakoś mnie to nie przejmuje, a meble i mieszkanie to ostatnia rzecz na jaka chciałabym przeznaczyć pieniądze. Częste zmiany mieszkania sprawiły, że największym priorytetem stała się dla mnie wygoda mieszkania, nie wygląd i wystrój. O to ostatnie mogę zadbać sama, wieszam kilka pocztówek, stawiam kwiatka i wieszam firankę i za mniej niż 10 euro mam zalążek przytulności. w ostateczności w porozumieniu z właścicielem można przemalować na biało i nara.

Podsumowując, wszystkie materialne rzeczy przychodzą i odchodzą, jak nie jedne to drugie, i tak nie będę miała wszystkiego, co fajne, więc mam teraz tylko to, co mi na prawdę potrzebne, z czym mi dobrze, co odpowiada mojemu stylowi życia, ułatwia mi codzienność i podróże, a nie utrudnia. O ubraniach tu specjalnie nie pisałam, bo planuję jeszcze osobny post.

Jest o czym pisać.

Sija.

Reklamy

Postanowienia na 2016

A bardziej marzenia do spełnienia. Lista 10 rzeczy, które chcę osiągnąć w nadchodzącym roku. Odhaczać i sprawdzać, czy się udało będę za rok.P1030216

  1. Zdobyć tytuł magistra (!)
  2. Zwiedzić Polskę latem: wybrzeże, góry i Puszcza Białowieska są głównymi kierunkami.
  3. Pojechać, a najlepiej przeprowadzić się do Ameryki Łacińskiej.
  4. Zminimalizować ilość rzeczy wokół mnie. Ograniczyć się do niezbędników.
  5. Nauczyć się portugalskiego przynajmniej na B1.
  6. Skupić się bardziej na swoim zdrowiu: ustabilizować dietę i zrobić badania.
  7. Przestać jeść przetworzone jedzenie i zminimalizować mięso.
  8. Zmniejszyć ilość czasu w internecie.
  9. Wrócić do wesołej twórczości.
  10. Nauczyć się wyciszać.

Pisząc tę notkę zauważyłam, że cele są trzy: rozwój, zdrowie, podróże. Niejako każdy się ze innym łączy. Wszystko też jest możliwe do zrealizowania. Zobaczymy, czy formułowanie konkretnych celów pomoże mi w ich osiąganiu. Może w następnych dniach zrobię notki jak mam zamiar konkretne cele osiągać, w jakiej kolejności i przeanalizuję wszystkie strony tych najważniejszych pod względem zmian w życiu.

Notopa,

Domi.